05.14
Był to pierwszy od dłuższego czasu tak poważny staż organizowany w ramach PAJJ, i muszę z tego miejsca podziekować organizatorom: mistrzom Mirosławowi Wiśniewskiemu i Mirosławowi Glazowi za worek wrażeń i pozytywnej energii jaki przywiozłem ze sobą ze stażu
Niestety przez piątkowe nieporozumienie z pociągami moje ćwiczenie ograniczyło się jedynie do sobotniej sesji treningowej, a szkoda.
Jest on także mnichem w buddyjskich świątyniach: Cesarskiej Świątyni Daishoji oraz Cesarskim Pałacu Saga / Świątyni Daikakuji.
Obecnie mieszka i praktykuje w Danii, dużo podrużuje ucząc na stażach.
Soke Yamaue to interesująca postać. Przede wszystkim bardzo otwarty człowiek, ciągle uśmiechnięty i życzliwy. Cieszył się wyraźnie z przyjazdu i bardzo dużo chciał nam przekazać. Pierwsze zajęcia w sobotę rozpoczął właśnie od tłumaczenia specyficzności czasów samurajów w kontekście sztuk walki… na przykładzie etykiety seiza. Na zajęciach panował podział na grupy mistrzowie-uczniowie. Podczas gdy soke Yamaue prowadził grupę mistrzów nami zajmowali się najpierw sensei Mirosław Glaz a w drugiej części również sensei Mirosław Wiśniewski. Aż zatęskniłem za obozem w Niesulicach z 1999 roku…
Techniki dostosowane były do poziomu grupy i warunków – nasza część nie miała maty, więc kończyło się głównie na obaleniach. Mata z mistrzami oddzielona była od nas wielką kotarą, co skutecznie uniemożliwiło jakiekolwiek podglądanie
Świetny wstęp do „dania głównego”.
Soke Yamaue na wstępie tłumaczył postawy uczniów – mnichów[patrz ramka] – pokorne, uprzejme, ale jednocześnie zamknięte i czujne – w sam raz do odparcia niespodziewanego ataku. Dalej przeszedł do uwolnień z chwytów, zajęliśmy się tymi „aktywnymi”, z przejściem do akcji neutralizującej.
Podczas półgodzinnej przerwy był czas na pamiątkowe foto z mistrzem oraz wpis w legitymacji Budo, resztę czasu sensei Yamaue niestrudzenie opowiadał i tłumaczył „kilka rzeczy”
grupce słuchaczy.
W drugiej części treningowej mieliśmy trochę mniej czasu z sensei Yamaue, ale za to zabrał nas na matę. Zostaliśmy przy chwytach, dla odmiany w suwari-waza oraz handachi. Po kilku technikach sensei zaczął serię prezentacji różnorodnych technik, już nie tylko w siadzie. Tłumaczył wartość techniki wykonywanej nie tylko w oparciu o mechanicznie zadawany ból, ale również w oparciu o przepływ energii Ki, szczególnie w postaci fali… Wyrazy twarzy kolejnych uke mówiły same za siebie, swojej nie widziałem, ale pewnie było podobnie
Ceremonia, szatnia i do domu. Żałuję tylko, że było tak krótko, no i nie zdążyłem porozmawiać z wieloma sympatycznymi znajomymi, których już jakiś czas nie widziałem…
Fotek nie napstrykałem, ale kilka uprzejmych osób to robiło, można je zobaczyć tutaj.
Brak komentarzy
Dodaj własny komentarz